Treść: Byli sobie dwaj bracia. Starszy - Sobiesław - był chciwy i samolubny. Od małego wszyscy nazywali go „Sobek” i po latach nikt już nie pamiętał, że to zdrobnienie jego prawdziwego imienia. Młodszy z braci miał na imię Szczęsny - był poczciwy, ale leniwy i ciut nierozgarnięty. Nie zastanawiał się nad tym co robi, często więc wpadał w tarapaty; ludzie mówili wtedy: „Nie-Szczęsny!” i śmiali się z własnego żartu.
Po śmierci ojca bracia odziedziczyli niewielką sumkę. Sobek położył pieniądze na stole. „Podzielimy się po równo” – powiedział i zaczął rozkładać banknoty na dwie kupki. „To dla mnie, to - dla ciebie, a to - dla mnie”. Potem chwilę odczekał i znów: „To dla mnie, to - dla ciebie, a to - dla mnie”. I potem już za każdym razem od siebie zaczynał i na sobie kończył. Po chwili gołym okiem było widać, że kupki wcale nie są równe i że starszy brat dostanie dwa razy więcej niż młodszy. Szczęsny nie zamierzał się jednak wykłócać, wziął co mu przypadło, zadowolony, że nie będzie musiał pracować. Niebawem połowę przehulał, a drugą rozdał biednym. Kiedy głód zajrzał mu w oczy, poszedł brata prosić o wsparcie.
Sobek wysłuchał próśb Szczęsnego, przybrał poważną minę i tak skomentował: „Jak mawiał pewien mędrzec: Daje nie ten, kto ma co dać, ale ten, kto chce dać” – tu zrobił pauzę i zamyślił się – „Niestety” – dodał po chwili – „ja nie odczuwam takiej chęci... przykro mi, braciszku.”
Szczęsny wyszedł od brata załamany i głodny. Na zewnątrz szalała śnieżyca. „Pójdę gdzie mnie oczy poniosą, może mi się poszczęści.” – pomyślał, westchnął i ruszył przed siebie. Idzie, idzie, nagle patrzy, a tu siwiuteńki staruszek brnie przez głęboki śnieg i widać, że ledwo mu sił starcza. A potem „bach” - wpadł w zaspę i cały zniknął pod białym puchem. Szczęsny ruszył mu na ratunek. Wyciągnął go na drogę, otrzepał i oddał mu swoją czapkę i rękawiczki. A potem odprowadził do najbliższej gospody i za ostatnie pieniądze kupił mu herbaty z malinami. Sam zaś ruszył w dalszą drogę, a właściwie pobiegł i to dość szybko, żeby się rozgrzać.
Biegnie, biegnie, a tu proszę - na poboczu, między drzewami, leżą jego czapka i rękawiczki. Zdziwił się, ale i ucieszył, bo ręce już mu z zimna całkiem zgrabiały. Ale kiedy pochylił się, żeby podnieść ubranie, czapka i rękawiczki Myk! – odskoczyły jak żywe. Szczęsny zaczął je gonić, ale ilekroć już myślał, że je pochwyci, czapka i rękawiczki przyspieszały i mknęły dalej. Wreszcie zatrzymał się, żeby odetchnąć i zobaczył małą chatkę, do której czapka i rękawiczki wkicały po wąskich schodkach. Pobiegł za nimi…
Copyright © 2009 Gontar
Nikt jeszcze nie napisał opinii do tego produktu
Brak recenzji do tego produktu