Jak się żyło w Kossakówce
30 lis 2009 | Autor: redakcja | Kategorie: Temat główny
“Zalotnica Niebieska”, intrygujący tytuł, prawda? Myślę, że jeden z ciekawszych spośród dzieł literackich minionego wieku.
Dokładnie pamiętam, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tą książką. Miałam może z 10 lat (tak, tak, miałam kiedyś lat 10, ale to było rzeczywiście dawno temu), a książka należała do mojej Babci. Byliśmy gdzieś całą gromadą (trójka dzieciaków i Babcia nami się opiekująca) na wakacjach. Kochałam wtedy czytać (teraz zresztą też kocham), czytałam wszystko co wpadło mi w ręce, podprowadzałam wszystkim książki, no i oczywiście podprowadziłam też “Zalotnicę Niebieską”, tak, że Babcia przeczytała ją dopiero po wakacjach:)
Książka jest na pewno świadectwem ogromnej miłości, jej autorka Magdalena Samozwaniec bezwarunkowo kochała swoja siostrę Lilkę – pisała o niej wręcz z nabożną czcią, traktując ją jako genialną poetkę.
W książce pisarka daje rówież wraz miłości do reszty członków swojej niezwykłej rodziny Kossaków, opisując ich oraz szerokie grono przyjaciół dowcipnie i czule.
Będąc dziewczynką, fascynowały mnie również w “Zalotnicy Niebieskiej” wątki miłosne obu panien Kossak, a przede wszystkim nieszczęśliwych miłości Lilki oraz historia jej choroby i zmagania się z nią. To właśnie chyba przez wątek choroby postać Marii wydawała mi się niezwykle ulotna, delikatna, wręcz melancholijna.
Po latach, z ciekawości, wróciłam do tej lektury i teraz to samo wydanie Zalotnicy Niebieskiej stoi w mojej
biblioteczce. Po prostu uprosiłam Babcię, aby mi tę książkę podarowała, bo bardzo mocno kojarzyła mi się z
dzieciństwem, wakacjami, beztroską, ale i czymś tajemniczym.
Oczywiście, teraz czytając Zalotnicę Niebieską, inaczej odbieram jej treść, trochę razi mnie ten bezwarunkowy hołd, który oddaje Magdalena Samozwaniec swojej siostrze, ale jednak książka ta jest nadal doskonałym portretem Krakowa i krakowskiej bohemy artystycznej z początku XX wieku.





