﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Stanisław Mikulski - książki lektora w audioteka.pl</title>
    <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl]]></link>
    <description>Stanisław Mikulski - książki lektora w audioteka.pl</description>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-dwoch-braciach,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O dwóch braciach]]></title>
      <description><![CDATA[Byli sobie dwaj bracia. Starszy - Sobiesław - był chciwy i samolubny. Od małego wszyscy nazywali go „Sobek” i po latach nikt już nie pamiętał, że to zdrobnienie jego prawdziwego imienia. Młodszy z braci miał na imię Szczęsny - był poczciwy, ale leniwy i ciut nierozgarnięty. Nie zastanawiał się nad tym co robi, często więc wpadał w tarapaty; ludzie mówili wtedy: „Nie-Szczęsny!” i śmiali się z własnego żartu. 
Po śmierci ojca bracia odziedziczyli niewielką sumkę. Sobek położył pieniądze na stole. „Podzielimy się po równo” – powiedział i zaczął rozkładać banknoty na dwie kupki. „To dla mnie, to - dla ciebie, a to - dla mnie”. Potem chwilę odczekał i znów: „To dla mnie, to - dla ciebie, a to - dla mnie”. I potem już za każdym razem od siebie zaczynał i na sobie kończył. Po chwili gołym okiem było widać, że kupki wcale nie są równe i że starszy brat dostanie dwa razy więcej niż młodszy. Szczęsny nie zamierzał się jednak wykłócać, wziął co mu przypadło, zadowolony, że nie będzie musiał pracować. Niebawem połowę przehulał, a drugą rozdał biednym. Kiedy głód zajrzał mu w oczy, poszedł brata prosić o wsparcie.
Sobek wysłuchał próśb Szczęsnego, przybrał poważną minę i tak skomentował: „Jak mawiał pewien mędrzec: Daje nie ten, kto ma co dać, ale ten, kto chce dać” – tu zrobił pauzę i zamyślił się – „Niestety” – dodał po chwili – „ja nie odczuwam takiej chęci... przykro mi, braciszku.”
Szczęsny wyszedł od brata załamany i głodny. Na zewnątrz szalała śnieżyca. „Pójdę gdzie mnie oczy poniosą, może mi się poszczęści.” – pomyślał, westchnął i ruszył przed siebie. Idzie, idzie, nagle patrzy, a tu siwiuteńki staruszek brnie przez głęboki śnieg i widać, że ledwo mu sił starcza. A potem „bach” - wpadł w zaspę i cały zniknął pod białym puchem. Szczęsny ruszył mu na ratunek. Wyciągnął go na drogę, otrzepał i oddał mu swoją czapkę i rękawiczki. A potem odprowadził do najbliższej gospody i za ostatnie pieniądze kupił mu herbaty z malinami. Sam zaś ruszył w dalszą drogę, a właściwie pobiegł i to dość szybko, żeby się rozgrzać. 
Biegnie, biegnie, a tu proszę - na poboczu, między drzewami, leżą jego czapka i rękawiczki. Zdziwił się, ale i ucieszył, bo ręce już mu z zimna całkiem zgrabiały. Ale kiedy pochylił się, żeby podnieść ubranie, czapka i rękawiczki Myk! – odskoczyły jak żywe. Szczęsny zaczął je gonić, ale ilekroć już myślał, że je pochwyci, czapka i rękawiczki przyspieszały i mknęły dalej. Wreszcie zatrzymał się, żeby odetchnąć i zobaczył małą chatkę, do której czapka i rękawiczki wkicały po wąskich schodkach. Pobiegł za nimi…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 12:56:08 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-dwoch-braciach,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-dwoch-braciach-duze.jpg" type="image/jpeg" length="52010" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-jasiu-gluptasiu,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O Jasiu głuptasiu]]></title>
      <description><![CDATA[Żył sobie razu pewnego chłop, który miał łeb nie od parady. Sprytny był jak mało kto, ale przy tym dobrego serca i uczciwy nad wyraz. Pewnego dnia spotkał diabła, zaprosił go do gospody na wódkę i tak niemiłosiernie spił, że czart zdradził mu wszystkie czarodziejskie sekrety. Od tego czasu rodzina chłopa wiodła żywot szczęśliwy i dostatni, bo nigdy niczego im nie brakowało, nigdy nie chorowali i w ogóle tylko pozazdrościć – taka była moc czarcich czarów, które chłop jednak zawsze tylko w dobrym celu stosował. Żona urodziła mu trzech synów. Dwaj starsi byli zbudowani jak dęby, trochę przemądrzali i bardzo pewni siebie. Najmłodszy – Jasiek, trochę był niższy, nie tak tęgi i przez to być może trochę nieśmiały. Nie mówił tubalnym głosem i nie wypowiadał się na wszystkie tematy, więc starsi bracia z czasem uznali, że jest trochę głupawy. 
Pewnego dnia stary już wtedy chłop zawołał wszystkich synów i mówi: „No, panowie, dobrze mi tu z wami było, ale czas się zbierać do nieba. Zostawiam wam dom i gospodarstwo. Mam tylko jedną prośbę: pomagajcie matce i dbajcie o nią, jak o największy skarb”. A potem zamknął oczy i zasnął już na zawsze. 
Na pogrzebie starsi synowie wbici w czarne kaftany ze zbolałymi minami przyjmowali kondolencje, wygłaszali piękne mowy i z na wyścigi podtrzymywali starą matkę. Ale minął tydzień i zapomnieli o danej ojcu obietnicy. Na próżno prosiła ich matka, żeby wynieśli śmieci, zaorali pole albo narąbali drewna na opał. „Zbyt jeszcze przeżywamy śmierć taty” – mówili – „Nie każ nam pracować”. Stara matka wzdychała ciężko i sama brała kubeł, pług albo siekierę. Ale wtedy zawsze pojawiał się Jasiek i mówił: „Ja to zrobię”. 
Minął kolejny tydzień, potem dwa i jeszcze jeden – a starsi bracia wciąż migali się od jakiejkolwiek roboty i tylko Jasiek pomagał matce prowadzić dom i gospodarstwo. Wreszcie dokładnie w miesiąc po pogrzebie odwiedził go we śnie ojciec. Cały był ubrany na biało, nad głową miał małą, świecącą aureolkę a w ręku trzymał harfę. „Przepraszam za swój wygląd” – zaczął – „W niebie mają trochę dziwną modę. Ale do rzeczy. Przez ostatni miesiąc patrzyłem na was z góry, jak sobie radzicie. I widzę, że tylko ty jeden dotrzymujesz danego mi słowa i dbasz o mamę. I dlatego to tobie, a nie twoim starszym braciom, powiem co następuje. Na podwórzu jest drzewo, na tym drzewie srocze gniazdo, w gnieździe zaczarowany pierścień. Włóż go na palec, potrzyj a zobaczysz, jak się zdziwisz…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 12:49:19 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-jasiu-gluptasiu,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-jasiu-gluptasiu-duze.jpg" type="image/jpeg" length="52010" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-pieknej-krolewnie-i-janku,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O pięknej królewnie i Janku]]></title>
      <description><![CDATA[Była sobie piękna królewna, że piękniejszej nie znajdziesz na ziemi. Zachwycała zgrabną figurą, perlistym śmiechem i białymi ząbkami. A oczy? Oczy miała jak dwa wielkie szmaragdy. Kto raz w nie spojrzał, rozpływał się w rozkoszy i nie chciał już patrzeć na nic innego. Bywało jednak i tak, że pojawiały się w nich iskry niezadowolenia i wtedy strach wielki ogarniał wszystkich dokoła. Wiadomo było bowiem, że dziewczyna umie oczarować wdziękiem i urodą, ale potrafi też spojrzeniem zamienić wrogów w lodowe rzeźby.
Królewna mieszkała na wyspie w ogromnym zamku. A że o jej urodzie głośno było na całym świecie, do królewskiego portu codziennie zawijały statki pełne pasażerów, którzy pragnęli zamieszkać w królestwie rządzonym przez najpiękniejszą dziewczynę na ziemi. Tłumnie przybywali też królewicze z różnych stron świata, żeby starać się o jej rękę. Ale królewna odmawiała wszystkim: „Jeszcze nie czas na ożenek”. Ci którzy prosili grzecznie, smutni wracali do domów. Ci którzy próbowali wziąć ją siłą, zostawali na wyspie już na zawsze - zamienieni w lodowe posągi.
Trzy tysiące kilometrów od wyspy – przy czym jest to wartość orientacyjna, bo w owych czasach mapy bywały niedokładne - głęboko pod ziemią leżało królestwo rządzone przez okrutnego Kościeja. Nazywał się tak, bo był blady jak śmierć i miał wystające żebra i łokcie. Pewnego dnia postanowił znaleźć sobie żonę. Wyszedł z podziemi i spojrzał w magiczną lunetę, żeby obejrzeć sobie wszystkie królewny i wybrać najpiękniejszą, bo interesował go wyłącznie wygląd zewnętrzny. Nie zamierzał z przyszłą żoną rozmawiać, tylko zamknąć ją w górskim krysztale i postawić w jadalnym. Ogląda królewny, ogląda, magiczna luneta pokazuje mu wszystkie przez góry, przez ściany, przez najgrubsze mury zamkowe. „Ta za gruba” – mruczy do siebie Kościej. – „Ta znów za chuda. Tej się rozdwajają włosy. Ta ma krzywe zęby. Ta... o! Ta piękna!” – mówi wreszcie, bo naszą najpiękniejszą królewnę wypatrzył. „Tak. Tę sobie w jadalnym postawię” – uznał i wypowiedział magiczne zaklęcie. Błysnęło, huknęło i w mgnieniu oka znalazł się na wyspie…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 12:43:26 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-pieknej-krolewnie-i-janku,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-pieknej-krolewnie-i-janku-duze.jpg" type="image/jpeg" length="52010" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-kiju-samobiju,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O kiju-samobiju, czapce niewidce, siedmiomilowych butach i górze miedzianej]]></title>
      <description><![CDATA[Był sobie kiedyś wyjątkowo przystojny królewicz. Ale jeszcze bardziej wyjątkowe było to, że - w przeciwieństwie do innych przystojnych królewiczów - nie zadzierał nosa. A nawet wręcz przeciwnie: ludzi traktował z szacunkiem,  zawsze słuchał, co do niego mówią i ilekroć mógł, pomagał. A mówiąc „ludzi” nie mam na myśli tylko bogatych i dobrze urodzonych, ale wszystkich, którzy tej pomocy potrzebowali. Choćby chodziło o najbiedniejszego żebraka, albo najgłupszego chłopka-roztropka – królewicz traktował go równie dobrze, jak ministra.   

Pewnego dnia królewicz poszedł na spacer nad jezioro. Szedł sobie, pogwizdywał i patrzył w chmury. Nagle na niebie pojawiły się trzy małe punkciki, które szybko zaczęły rosnąć, aż zdumiony królewicz zorientował się, że to wcale nie ptaki. Nad brzegiem jeziora wylądowały trzy piękne, skrzydlate dziewczyny. Królewicz przezornie schował się w krzakach, więc nieświadome jego obecności panny rozebrały się bez oporów i wskoczyły do wody. Królewicz aż zaniemówił. I to wcale nie dlatego, że tuż-tuż pluskały się trzy nagie piękności. Zaniemówił, bo na wyciągniecie ręki leżały teraz przed nim trzy pary zaczarowanych skrzydeł! Najwyraźniej ich właścicielki nie chciały zmoczyć piórek… ]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 15 Apr 2009 12:47:11 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-kiju-samobiju,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-kiju-samobiju-duze.jpg" type="image/jpeg" length="57511" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-zebraku-ktory-zawsze-mowil-prawde,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O żebraku, który zawsze mówił prawdę]]></title>
      <description><![CDATA[Dawno, dawno temu żyło sobie rodzeństwo – Franek i Malina. Mieszkali w maleńkiej drewnianej chatce pod lasem. Malina gotowała, prała i prasowała, ścieliła łóżko i wycierała kurze, pieliła grządki, karmiła kury, zbierała jagody i grzyby w lesie, wyplatała wiklinowe koszyki, cerowała ubrania, naprawiała buty i w ogóle sama jedna prowadziła całe gospodarstwo. Za to Franek całymi dniami wylegiwał się w łóżku albo hamaku i tylko w niedziele budził się o świcie, biadolił jaki jest zapracowany, zakładał dziurawy kapelusz i szedł do miasta żebrać pod kościołem. Z zawodu był bowiem dziadem kościelnym, zapewne najmłodszym w historii tego zawodu, bo lat miał raptem dwadzieścia. Siostra nie raz, nie dwa prosiła go, żeby znalazł sobie jakąś uczciwą robotę, ale Franek tylko się złościł, że nikt nie docenia, ile robi dla domu. „Nie widzisz, jak ja się poświęcam?! Przecież to ja utrzymuję ten dom! Wiesz ile mnie to kosztuje?!” – krzyczał wielkim głosem. A tak naprawdę to raz w tygodniu godzinę stał pod kościołem, kłaniał się parafianom i podtykał im kapelusz na datki.

I jakoś by to nawet pewnie szło, gdyby na tym poprzestał. Niestety, Franek, poza tym, że był leniwy, miał też bardzo silne przeświadczenie o swojej wyjątkowości. Uważał się za wzór wszelkich cnót i bardzo był wyczulony na wady bliźnich. Z czasem zaczął też coraz częściej im je wytkać…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 15 Apr 2009 12:47:05 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-zebraku-ktory-zawsze-mowil-prawde,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-zebraku-ktory-zawsze-mowil-prawde-duze.jpg" type="image/jpeg" length="57511" />
    </item>
  </channel>
</rss>
