﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Antoni Józef Gliński - książki autora w audioteka.pl</title>
    <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl]]></link>
    <description>Antoni Józef Gliński - książki autora w audioteka.pl</description>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-krolewiczu-michale-i-rycerzu-niewidku,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O królewiczu Michale i rycerzu Niewidku]]></title>
      <description><![CDATA[Był sobie król Leon, który miał syna jedynaka – Michała. Królewicz skończył właśnie dwadzieścia lat i miał tylko jedno marzenie – podróż dookoła świata. „Tato, proszę cię, zgódź się!” – jęczał królewicz, przybierając coraz bardziej błagalne tony – „Wczoraj wuj Ernest powiedział, że podróże kształcą. Jeśli mi nie pozwolisz wyjechać, będę najgłupszy z całej rodziny. Wszyscy gdzieś jeżdżą. Dziadzio pojechał do sanatorium, a ciocia Ela na wczasy. Mam już dwadzieścia lat, a wciąż nie wyściubiłem nosa z naszego kraju. Chciałbym zwiedzić świat, przeżyć niesamowite przygody, zabić smoka, uratować królewnę! Przy okazji nauczę się czegoś i wrócę mądrzejszy!” Król nie chciał się rozstawać z ukochanym synem. Królewicz potrafił być jednak piekielnie uparty, jęczał i prosił tak długo, aż w końcu zmęczony król musiał się zgodzić. 
Nazajutrz rozpoczęto przygotowania do wyprawy. Królewicz dostał najlepszego konia z królewskich stajni, wybrał najmodniejszą w tym sezonie zbroję i najnowszy model łuku z podwójną cięciwą. Wyznaczono też giermka Kazika, który miał mu towarzyszyć w podróży.
Michał pożegnał się z ojcem i ruszył w drogę. Strasznie się cieszył, że wreszcie spełni swoje marzenie. Jedzie powoli przez las i rozgląda się na wszystkie strony. Nagle Fru! – zza drzew wyfruwa łabędź, a zaraz za nim orzeł. Pościg musiał trwać już od jakiegoś czasu, bo łabędź ledwie już machał skrzydłami i orzeł był tuż, tuż za nim. Królewicz szybko sięgnął po łuk, wycelował i strzelił. Orzeł przestraszył się i odleciał. A łabędź podszedł do królewicza i przemówił ludzkim głosem – „Dziękuję za pomoc, królewiczu Michale! Pewnie dziwisz się, że potrafię mówić. Tak naprawdę jestem dziewczyną, tylko zły czarownik przemienił mnie w łabędzia. Jestem córką Rycerza Niewidka, być może o nim słyszałeś. Uratowałeś mi życie, mój tata na pewno ci się za to odwdzięczy. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, zawołaj „Rycerzu Niewidku, ratuj!” Królewicz zaniemówił ze zdumienia. A łabędź otrzepał pióra i odleciał.
„To co, jedziemy?” – spytał po dłuższej chwili Kazik, na którym nic nie robiło wrażenia...]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 15:31:36 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-krolewiczu-michale-i-rycerzu-niewidku,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-krolewiczu-michale-i-rycerzu-niewidku-duze.jpg" type="image/jpeg" length="48258" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-jagodzie-o-smoku-i-o-zaczarowanych-kolowrotkach,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O Jagodzie, o smoku i o zaczarowanych kołowrotkach]]></title>
      <description><![CDATA[Była sobie kiedyś córka leśnika, piękna, mądra i zawsze uśmiechnięta. Na imię miała Jagoda. Pewnego dnia spotkała nad jeziorem siwego staruszka. Staruszek stał po pas w wodzie i szukał czegoś na dnie. Cały był mokry i zziębnięty, aż szczękał zębami. Obok na wodzie kołysała się łódka. Jagodzie zrobiło się go żal. „Co się stało? Może panu pomóc?” – zapytała. „Łowiłem ryby i spadły mi okulary. Gdzieś tutaj, ale nie mogę znaleźć, bo bez nich prawie nic nie widzę. Tylko broń Boże mi nie pomagaj, bo woda jest strasznie zimna!”. „Nie jestem jakąś królewną, nic mi nie będzie” – zaśmiała się Jagoda, zrzuciła z pleców chrust, który nazbierała w lesie, weszła do zimnej wody i bez trudu znalazła zgubę. Staruszek założył okulary, przyjrzał jej się uważnie i powiedział: „Nigdy nic nie wiadomo”. A potem wgramolił się do łódki i odpłynął. „Dziękuję i do zobaczenia!” – krzyknął jeszcze i zniknął wśród tataraków. „Do zobaczenia? Ciekawe przy jakiej okazji” – pomyślała zdziwiona Jagoda – „I co to miało znaczyć, że nigdy nic nie wiadomo?”. Ale potem poczuła, że woda faktycznie jest bardzo zimna, więc czym prędzej wyszła na ląd. 
I aż krzyknęła ze strachu, bo nad jeziorem leżał smok. Wielki, złoty smok z długim, czerwonym jęzorem, którym leniwie lizał się po grzbiecie. „Całkiem jak kot” – pomyślała Jagoda, ale zaraz zmieniła zdanie, bo smok ziewnął. „Nie, koty jednak nie mają takich wielkich, ostrych zębów”. „I nie dymi im się z nosa” –przyszło jej po chwili do głowy. Najgorsze jednak było to, że smok jak na złość rozłożył się akurat na chruście, którego zebranie zajęło jej prawie cały dzień. Jagoda przez chwilę rozważała, czyby nie wrócić do domu po kuszę i smoka ustrzelić, ale gad wydawał się spokojny i niczego jej w sumie nie zrobił. Koniec końców nazrywała kwiatów, mchów i liści i zrobiła duże, miękkie posłanie. „Na tym ci będzie wygodniej” – powiedziała i smok wstał, przeciągnął się i po chwili położył, gdzie mu kazała. Wyglądał na zadowolonego. Jagoda zabrała chrust i poszła do domu. 
Opowiedziała swoją przygodę rodzicom, a ci bardzo się przestraszyli, że córka ma gorączkę i bredzi. I już prawie zmusili ją do wypicia wyjątkowo paskudnego lekarstwa, kiedy Trach! – coś z hukiem wylądowało przed chatką. Leśnik złapał kuszę, matka patelnię i wyskoczyli do ogrodu. A tam, na grządce, siedział smok. „Moje rzodkiewki...” – jęknęła matka i była to prawdopodobnie najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziano na widok smoka…
]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 15:25:12 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-jagodzie-o-smoku-i-o-zaczarowanych-kolowrotkach,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-jagodzie-o-smoku-i-o-zaczarowanych-kolowrotkach-duze.jpg" type="image/jpeg" length="48258" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-krolewiczu-niespodziance-o-krolu-podziemi-i-o-trzech-probach,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O królewiczu niespodziance, o królu podziemi i o trzech próbach]]></title>
      <description><![CDATA[Byli sobie kiedyś król i królowa. Kochali się bardzo, ale mieli pecha, bo w tydzień po ich ślubie wróg przekroczył granice państwa i król musiał jechać na wojnę. Wróg miał wielką przewagę liczebną, ale król był mądry i w końcu udało mu się go pokonać. Minęło jednak aż dziewięć miesięcy i król strasznie się stęsknił za żoną. Co koń wyskoczy wraca więc do stolicy. Jedzie cały dzień, potem noc bez przerwy i dzień kolejny. Ani się obejrzał, a zostawił w tyle wojsko, potem straż przyboczną i generałów, na koniec nawet marszałka, który konia miał prawie równie rączego jak jego własny. Wieczór powoli zapada, a król jedzie i jedzie ale w końcu widzi, że koń dłużej nie wytrzyma i ani kroku dalej nie pójdzie, jeśli się nie napije. Król też był bardzo spragniony, więc z konia zeskoczył i zaczął szukać wody, bo to co miał, dawno już wypił.
Wreszcie znalazł studnię. Nabrał wody, napoił konia i przy okazji zobaczył tabliczkę. „Kimkolwiek jesteś, zanim tej wody skosztujesz, pokłoń się temu, do kogo należy” – przeczytał król, wzruszył ramionami i zaczął pić. Pił, pił, a kiedy ugasił pragnienie zobaczył w wodzie swoje odbicie. „Od kiedy ja mam taką paskudną gębę?” – zdziwił się na głos i odruchowo poprawił włosy. I zdziwił się jeszcze bardziej, bo postać w wodzie nie powieliła tego gestu, tylko Chlup! – wyskoczyła ze studni i złapała go za poły kaftana. „Nie jestem twoim odbiciem! Jestem Dżabba, władca podziemi! I wcale nie mam paskudnej gęby!” – ryknął stwór, który był prawie dwa razy większy od króla i miał płaską, gadzią twarz. „Żaba?” – jęknął król. Stwór ryknął ponownie i aż się zatrząsł ze złości. „Nie żaba, tylko Dżabba! Pijesz z mojej studni, nie raczysz mi się pokłonić i jeszcze stroisz sobie żarty?!”. „Nie chciałem cię obrazić” – zapewnił król. „Nie? A tabliczkę widziałeś?” – syknął stwór i mocno nim potrząsnął. „Jestem królem i wszystko co stoi na mojej ziemi należy do mnie! Sam sobie miałem się kłaniać?” – król starał się, żeby zabrzmiało to możliwie godnie, ale równocześnie czuł, jak bezradnie majta nogami w powietrzu. „Ale woda, którą wypiłeś pochodzi SPOD ziemi, a to już moje królestwo.” – niespodziewanie spokojnie powiedział stwór i w głowie króla zrodziło się podejrzenie, że te wszystkie ryki były tylko na pokaz. „Chciałeś, czy nie, obraziłeś mnie i mam prawo żądać satysfakcji” – ciągnął stwór, odstawiwszy króla na ziemię i wygładziwszy mu kaftan wielkimi, ostrymi szczypcami, które zastępowały mu dłonie.  „Mógłbym cię zabić, ale nie miałbym z tego ani pożytku, ani przyjemności. Dlatego zrobimy tak: oddasz mi to, coś w domu nie wiedząc zostawił i zastać się nie spodziewał i jesteśmy kwita. Puszczę cię wolno i nie będę chował urazy. Nawet dam ci wody na drogę, ha ha.” – zaśmiał się stwór i klepnął króla w ramię, aż mu zęby zadzwoniły. „Coś, co zostawiłem w domu nawet o tym nie wiedząc nie może być specjalnie cenne” – pomyślał król i przystał na warunki. „Dajesz królewskie słowo?” – upewnił się stwór. „Daję” – odpowiedział król, osiodłał konia i odjechał. Kiedy po pewnym czasie obejrzał się, ze zdziwieniem zobaczył, że Dżabba macha mu na pożegnanie swoimi wielkimi szczypcami.…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 13:06:17 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-krolewiczu-niespodziance-o-krolu-podziemi-i-o-trzech-probach,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-krolewiczu-niespodziance-o-krolu-podziemi-i-o-trzech-probach-duze.jpg" type="image/jpeg" length="48258" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-dwoch-braciach,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O dwóch braciach]]></title>
      <description><![CDATA[Byli sobie dwaj bracia. Starszy - Sobiesław - był chciwy i samolubny. Od małego wszyscy nazywali go „Sobek” i po latach nikt już nie pamiętał, że to zdrobnienie jego prawdziwego imienia. Młodszy z braci miał na imię Szczęsny - był poczciwy, ale leniwy i ciut nierozgarnięty. Nie zastanawiał się nad tym co robi, często więc wpadał w tarapaty; ludzie mówili wtedy: „Nie-Szczęsny!” i śmiali się z własnego żartu. 
Po śmierci ojca bracia odziedziczyli niewielką sumkę. Sobek położył pieniądze na stole. „Podzielimy się po równo” – powiedział i zaczął rozkładać banknoty na dwie kupki. „To dla mnie, to - dla ciebie, a to - dla mnie”. Potem chwilę odczekał i znów: „To dla mnie, to - dla ciebie, a to - dla mnie”. I potem już za każdym razem od siebie zaczynał i na sobie kończył. Po chwili gołym okiem było widać, że kupki wcale nie są równe i że starszy brat dostanie dwa razy więcej niż młodszy. Szczęsny nie zamierzał się jednak wykłócać, wziął co mu przypadło, zadowolony, że nie będzie musiał pracować. Niebawem połowę przehulał, a drugą rozdał biednym. Kiedy głód zajrzał mu w oczy, poszedł brata prosić o wsparcie.
Sobek wysłuchał próśb Szczęsnego, przybrał poważną minę i tak skomentował: „Jak mawiał pewien mędrzec: Daje nie ten, kto ma co dać, ale ten, kto chce dać” – tu zrobił pauzę i zamyślił się – „Niestety” – dodał po chwili – „ja nie odczuwam takiej chęci... przykro mi, braciszku.”
Szczęsny wyszedł od brata załamany i głodny. Na zewnątrz szalała śnieżyca. „Pójdę gdzie mnie oczy poniosą, może mi się poszczęści.” – pomyślał, westchnął i ruszył przed siebie. Idzie, idzie, nagle patrzy, a tu siwiuteńki staruszek brnie przez głęboki śnieg i widać, że ledwo mu sił starcza. A potem „bach” - wpadł w zaspę i cały zniknął pod białym puchem. Szczęsny ruszył mu na ratunek. Wyciągnął go na drogę, otrzepał i oddał mu swoją czapkę i rękawiczki. A potem odprowadził do najbliższej gospody i za ostatnie pieniądze kupił mu herbaty z malinami. Sam zaś ruszył w dalszą drogę, a właściwie pobiegł i to dość szybko, żeby się rozgrzać. 
Biegnie, biegnie, a tu proszę - na poboczu, między drzewami, leżą jego czapka i rękawiczki. Zdziwił się, ale i ucieszył, bo ręce już mu z zimna całkiem zgrabiały. Ale kiedy pochylił się, żeby podnieść ubranie, czapka i rękawiczki Myk! – odskoczyły jak żywe. Szczęsny zaczął je gonić, ale ilekroć już myślał, że je pochwyci, czapka i rękawiczki przyspieszały i mknęły dalej. Wreszcie zatrzymał się, żeby odetchnąć i zobaczył małą chatkę, do której czapka i rękawiczki wkicały po wąskich schodkach. Pobiegł za nimi…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 12:56:08 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-dwoch-braciach,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-dwoch-braciach-duze.jpg" type="image/jpeg" length="52010" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-jasiu-gluptasiu,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O Jasiu głuptasiu]]></title>
      <description><![CDATA[Żył sobie razu pewnego chłop, który miał łeb nie od parady. Sprytny był jak mało kto, ale przy tym dobrego serca i uczciwy nad wyraz. Pewnego dnia spotkał diabła, zaprosił go do gospody na wódkę i tak niemiłosiernie spił, że czart zdradził mu wszystkie czarodziejskie sekrety. Od tego czasu rodzina chłopa wiodła żywot szczęśliwy i dostatni, bo nigdy niczego im nie brakowało, nigdy nie chorowali i w ogóle tylko pozazdrościć – taka była moc czarcich czarów, które chłop jednak zawsze tylko w dobrym celu stosował. Żona urodziła mu trzech synów. Dwaj starsi byli zbudowani jak dęby, trochę przemądrzali i bardzo pewni siebie. Najmłodszy – Jasiek, trochę był niższy, nie tak tęgi i przez to być może trochę nieśmiały. Nie mówił tubalnym głosem i nie wypowiadał się na wszystkie tematy, więc starsi bracia z czasem uznali, że jest trochę głupawy. 
Pewnego dnia stary już wtedy chłop zawołał wszystkich synów i mówi: „No, panowie, dobrze mi tu z wami było, ale czas się zbierać do nieba. Zostawiam wam dom i gospodarstwo. Mam tylko jedną prośbę: pomagajcie matce i dbajcie o nią, jak o największy skarb”. A potem zamknął oczy i zasnął już na zawsze. 
Na pogrzebie starsi synowie wbici w czarne kaftany ze zbolałymi minami przyjmowali kondolencje, wygłaszali piękne mowy i z na wyścigi podtrzymywali starą matkę. Ale minął tydzień i zapomnieli o danej ojcu obietnicy. Na próżno prosiła ich matka, żeby wynieśli śmieci, zaorali pole albo narąbali drewna na opał. „Zbyt jeszcze przeżywamy śmierć taty” – mówili – „Nie każ nam pracować”. Stara matka wzdychała ciężko i sama brała kubeł, pług albo siekierę. Ale wtedy zawsze pojawiał się Jasiek i mówił: „Ja to zrobię”. 
Minął kolejny tydzień, potem dwa i jeszcze jeden – a starsi bracia wciąż migali się od jakiejkolwiek roboty i tylko Jasiek pomagał matce prowadzić dom i gospodarstwo. Wreszcie dokładnie w miesiąc po pogrzebie odwiedził go we śnie ojciec. Cały był ubrany na biało, nad głową miał małą, świecącą aureolkę a w ręku trzymał harfę. „Przepraszam za swój wygląd” – zaczął – „W niebie mają trochę dziwną modę. Ale do rzeczy. Przez ostatni miesiąc patrzyłem na was z góry, jak sobie radzicie. I widzę, że tylko ty jeden dotrzymujesz danego mi słowa i dbasz o mamę. I dlatego to tobie, a nie twoim starszym braciom, powiem co następuje. Na podwórzu jest drzewo, na tym drzewie srocze gniazdo, w gnieździe zaczarowany pierścień. Włóż go na palec, potrzyj a zobaczysz, jak się zdziwisz…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 12:49:19 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-jasiu-gluptasiu,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-jasiu-gluptasiu-duze.jpg" type="image/jpeg" length="52010" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-pieknej-krolewnie-i-janku,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O pięknej królewnie i Janku]]></title>
      <description><![CDATA[Była sobie piękna królewna, że piękniejszej nie znajdziesz na ziemi. Zachwycała zgrabną figurą, perlistym śmiechem i białymi ząbkami. A oczy? Oczy miała jak dwa wielkie szmaragdy. Kto raz w nie spojrzał, rozpływał się w rozkoszy i nie chciał już patrzeć na nic innego. Bywało jednak i tak, że pojawiały się w nich iskry niezadowolenia i wtedy strach wielki ogarniał wszystkich dokoła. Wiadomo było bowiem, że dziewczyna umie oczarować wdziękiem i urodą, ale potrafi też spojrzeniem zamienić wrogów w lodowe rzeźby.
Królewna mieszkała na wyspie w ogromnym zamku. A że o jej urodzie głośno było na całym świecie, do królewskiego portu codziennie zawijały statki pełne pasażerów, którzy pragnęli zamieszkać w królestwie rządzonym przez najpiękniejszą dziewczynę na ziemi. Tłumnie przybywali też królewicze z różnych stron świata, żeby starać się o jej rękę. Ale królewna odmawiała wszystkim: „Jeszcze nie czas na ożenek”. Ci którzy prosili grzecznie, smutni wracali do domów. Ci którzy próbowali wziąć ją siłą, zostawali na wyspie już na zawsze - zamienieni w lodowe posągi.
Trzy tysiące kilometrów od wyspy – przy czym jest to wartość orientacyjna, bo w owych czasach mapy bywały niedokładne - głęboko pod ziemią leżało królestwo rządzone przez okrutnego Kościeja. Nazywał się tak, bo był blady jak śmierć i miał wystające żebra i łokcie. Pewnego dnia postanowił znaleźć sobie żonę. Wyszedł z podziemi i spojrzał w magiczną lunetę, żeby obejrzeć sobie wszystkie królewny i wybrać najpiękniejszą, bo interesował go wyłącznie wygląd zewnętrzny. Nie zamierzał z przyszłą żoną rozmawiać, tylko zamknąć ją w górskim krysztale i postawić w jadalnym. Ogląda królewny, ogląda, magiczna luneta pokazuje mu wszystkie przez góry, przez ściany, przez najgrubsze mury zamkowe. „Ta za gruba” – mruczy do siebie Kościej. – „Ta znów za chuda. Tej się rozdwajają włosy. Ta ma krzywe zęby. Ta... o! Ta piękna!” – mówi wreszcie, bo naszą najpiękniejszą królewnę wypatrzył. „Tak. Tę sobie w jadalnym postawię” – uznał i wypowiedział magiczne zaklęcie. Błysnęło, huknęło i w mgnieniu oka znalazł się na wyspie…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Thu, 09 Jul 2009 12:43:26 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-pieknej-krolewnie-i-janku,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-pieknej-krolewnie-i-janku-duze.jpg" type="image/jpeg" length="52010" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-leniwym-chlopie-i-skarbie,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O Leniwym chłopie i skarbie]]></title>
      <description><![CDATA[Dawno, dawno temu, żył sobie bardzo leniwy chłop. Niczego nie uprawiał, niczego nie hodował, tylko siedział w karczmie, dłubał w nosie i kombinował, jakby tu się wzbogacić bez żadnej pracy. Sąsiedzi radzili mu, żeby wziął się do roboty, zanim wszystko przepije, ale on tylko wzruszał ramionami i dalej dłubał. „Tylko głupi pracują” – odpowiadał. Zapasy pieniędzy powoli jednak topniały i chłop pewnego dnia zdał sobie sprawę, że zostało mu tylko kilka miedzianych monet. „Kup za nie ziarno, wysiej, za rok zbierzesz plon i będziesz miał z czego żyć” – radzili sąsiedzi. „E, za dużo zachodu” – uznał chłop – „Będę się bawił w jakieś podlewanie, wyrywanie chwastów i tym podobne? Nie jestem głupi”. A potem poszedł do knajpy i wszystko przepił. Wracając do domu zboczył z drogi i wlazł do lasu, o którym wszyscy wiedzieli, że jest zaczarowany i lepiej tam nie chodzić, a już na pewno nie w nocy. Błąkał się tak ze dwie godziny, aż wreszcie zobaczył wśród drzew światełko. „Dobry wieczór, zastałem Jolę?” – wybełkotał, przekonany, że to chatka leśnika. Kiedy jednak rozsunął gałęzie, zobaczył, że światło nie pochodzi z chatki, a ze szczeliny w ziemi. Na środku polany w powietrzu unosił się blady, migotliwy płomień, który nie dawał ciepła i nie rzucał cienia. „Co do diabła...?” – wymamrotał chłop a wtedy „Trach!” – ogień strzelił iskrami, zapachniało siarką a z ziemi zaczął się wydobywać czarny dym.  „O Boże!” – wrzasnął chłop a wtedy płomień skurczył się i przygasł, ale on tego już nie widział, bo dawno uciekł w krzaki.     
Biegnie, biegnie, potyka się o korzenie drzew, gałęzie tłuką go po twarzy, a drogi jak nie było tak nie ma, bo ze strachu zgubił się już doszczętnie i nawet nie wie, gdzie północ, a gdzie zachód. Wreszcie wyrżnął głową o jakiś pień i aż usiadł z wrażenia. „Och do diabła...” – wymamrotał i zaczął rozcierać guza, a tylko to powiedział, znów zapachniało siarką i znów spod ziemi zaczął się wydobywać czarny dym. Chłop znów się przestraszył i poleciał przez las. Biegnie, biegnie, a wokół coraz więcej dymu, coraz mocniej czuć siarkę i jeszcze z tyłu coś jakby coraz bliżej sapie. „Już po mnie” – pomyślał chłop, ale w tej samej chwili wybiegł na drogę i zobaczył kapliczkę. Z tyłu zasyczało, zafurkotało i ucichło, a kiedy chłop wreszcie odważył się obejrzeć, nikogo ani niczego tam nie zobaczył.  
Po jakiejś godzinie wrócił wreszcie do domu, dokładnie zamknął drzwi na klucz i zwalił się na łóżko. „Do diabła, niewiele brakowało” – powiedział i zadłubał w nosie. „Faktycznie” – odpowiedział czyjś głos i chłop ze strachu spadł z łóżka na podłogę. W fotelu siedział drobny jegomość w różowym szlafroku i piłował sobie paznokcie. „Panie, co pan? Jak pan tu wszedł?” – zdziwił się chłop, który dobrze pamiętał, że zamknął drzwi na klucz. „Trzy razy mnie wzywałeś, więc w końcu przyszedłem” – odpowiedział nieproszony gość. „Ja? Wzywałem? Do diabła, ja nikogo nie wzy...” – powiedział chłop i nie dokończył, bo właśnie zrozumiał z kim ma do czynienia…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 03 Jun 2009 09:59:46 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-leniwym-chlopie-i-skarbie,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-leniwym-chlopie-i-skarbie-duze.jpg" type="image/jpeg" length="48258" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-dobromirze-mruczku-chapsie-i-czarodziejskim-pierscieniu,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O Dobromirze, Mruczku, Chapsie i czarodziejskim pierścieniu]]></title>
      <description><![CDATA[Był sobie Dobromir – grzeczny i uczynny chłopiec. Pomagał każdemu, kto potrzebował pomocy. Prawie wszystkie zarobione pieniądze rozdawał ubogim i sierotom. Ludzie  znali go i lubili, mówili, że ma złote serce i wołali na niego Dobruś. Pewnego dnia szedł sobie Dobruś drogą i pogwizdywał wesoło. W jednej kieszeni podzwaniały mu dwie pięciozłotówki, w drugiej niósł kanapkę z tuńczykiem, na kolację. Nagle na drodze pojawił się przygarbiony staruszek z plecakiem. Przystawał co dwa kroki, ciężko wzdychał i chyba ocierał pot z twarzy. Kiedy jednak Dobruś podszedł bliżej, przekonał się, że to nie pot, tylko łzy ciurkiem płynące spod okularów. „Dzień dobry” – grzecznie przywitał się Dobruś – „dlaczego pan płacze?” Staruszek westchnął raz jeszcze i zdjął plecak – „Ech... mój chłopcze, chcesz poznać przyczynę mojego smutku?” Odwrócił plecak do góry dnem i delikatnie nim potrząsnął. Na trawę wypadła czarna, futrzana kulka, która po chwili podskoczyła, przeciągnęła się i miauknęła. To był kot. Bardzo czarny kot. – „To Mruczek. Muszę się pozbyć nicponia. Nie chce łowić myszy. Ludzie się śmieją, że się z nimi przyjaźni. Przeklęte gryzonie wygryzły dziury we wszystkich moich ubraniach. Mam już dość mysich harców, a jednak trochę żal sprzedawać kociaka na targu, nie wiadomo do kogo trafi.” Dobruś uważniej przyjrzał się staruszkowi. Faktycznie, jego kapelusz przypominał szwajcarski ser, a spodnie całe były w łatach. – „Chętnie się nim zaopiekuję, ale mogę panu dać tylko pięć złotych.” Staruszek nie targował się. Wziął monetę, chuchnął na szczęście i poszedł sobie, wyraźnie zadowolony. Dobruś nakarmił kota połową kanapki, drugą połowę schował do kieszeni, i ruszył dalej. Idą sobie razem, idą, Mruczek ociera mu się o nogi. Aż tu nagle nie wiadomo skąd pojawia się kolejny staruszek z torbą przerzuconą przez ramię. W torbie coś się szamocze i piszczy. Dobruś przywitał się grzecznie i z pyta – „Co pan niesie w tej torbie?” Staruszek przystanął – „To Chaps, mój pies, który zamiast polować na kaczki, woli wąchać kwiatki. Jestem myśliwym. Po co mi pies romantyk? Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ta bestia jest w zmowie z kaczkami, coraz trudniej jest mi coś upolować. Muszę się go pozbyć.” Z torby wyjrzał śnieżnobiały pyszczek. „Chętnie go kupię” – mówi Dobruś – „ale zostało mi tylko pięć złotych.” Staruszek zgodził się od razu – „Niech będzie!” – wziął monetę i odbiegł, jakby się bał, że Dobruś się rozmyśli. Chaps zjadł drugą połowę kanapki, i dalej szli już we trójkę - zgodnie i radośnie, jakby przyjaźnili się od lat. 
Powoli zaczynało się ściemniać, zmęczony Dobruś przysiadł na trawie, żeby chwilę odpocząć i zebrać myśli. – „Do miasta ciągle daleko, moi przyjaciele, tę noc spędzimy pod chmurką. Na miękkiej trawce śpi się całkiem przyjemnie, tylko jak tu zasnąć kiedy w brzuchu burczy z głodu...” Nagle Chaps zaczął kopać w ziemi wzbijając ogromny tuman kurzu. Gdy kurz opadł, zobaczyli dołek, a na dnie coś błyszczącego - piękny złoty pierścień.…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 03 Jun 2009 00:30:01 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-dobromirze-mruczku-chapsie-i-czarodziejskim-pierscieniu,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-dobromirze-mruczku-chapsie-i-czarodziejskim-pierscieniu-duze.jpg" type="image/jpeg" length="48258" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-kiju-samobiju,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O kiju-samobiju, czapce niewidce, siedmiomilowych butach i górze miedzianej]]></title>
      <description><![CDATA[Był sobie kiedyś wyjątkowo przystojny królewicz. Ale jeszcze bardziej wyjątkowe było to, że - w przeciwieństwie do innych przystojnych królewiczów - nie zadzierał nosa. A nawet wręcz przeciwnie: ludzi traktował z szacunkiem,  zawsze słuchał, co do niego mówią i ilekroć mógł, pomagał. A mówiąc „ludzi” nie mam na myśli tylko bogatych i dobrze urodzonych, ale wszystkich, którzy tej pomocy potrzebowali. Choćby chodziło o najbiedniejszego żebraka, albo najgłupszego chłopka-roztropka – królewicz traktował go równie dobrze, jak ministra.   

Pewnego dnia królewicz poszedł na spacer nad jezioro. Szedł sobie, pogwizdywał i patrzył w chmury. Nagle na niebie pojawiły się trzy małe punkciki, które szybko zaczęły rosnąć, aż zdumiony królewicz zorientował się, że to wcale nie ptaki. Nad brzegiem jeziora wylądowały trzy piękne, skrzydlate dziewczyny. Królewicz przezornie schował się w krzakach, więc nieświadome jego obecności panny rozebrały się bez oporów i wskoczyły do wody. Królewicz aż zaniemówił. I to wcale nie dlatego, że tuż-tuż pluskały się trzy nagie piękności. Zaniemówił, bo na wyciągniecie ręki leżały teraz przed nim trzy pary zaczarowanych skrzydeł! Najwyraźniej ich właścicielki nie chciały zmoczyć piórek… ]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 15 Apr 2009 12:47:11 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-kiju-samobiju,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-kiju-samobiju-duze.jpg" type="image/jpeg" length="57511" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-zebraku-ktory-zawsze-mowil-prawde,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O żebraku, który zawsze mówił prawdę]]></title>
      <description><![CDATA[Dawno, dawno temu żyło sobie rodzeństwo – Franek i Malina. Mieszkali w maleńkiej drewnianej chatce pod lasem. Malina gotowała, prała i prasowała, ścieliła łóżko i wycierała kurze, pieliła grządki, karmiła kury, zbierała jagody i grzyby w lesie, wyplatała wiklinowe koszyki, cerowała ubrania, naprawiała buty i w ogóle sama jedna prowadziła całe gospodarstwo. Za to Franek całymi dniami wylegiwał się w łóżku albo hamaku i tylko w niedziele budził się o świcie, biadolił jaki jest zapracowany, zakładał dziurawy kapelusz i szedł do miasta żebrać pod kościołem. Z zawodu był bowiem dziadem kościelnym, zapewne najmłodszym w historii tego zawodu, bo lat miał raptem dwadzieścia. Siostra nie raz, nie dwa prosiła go, żeby znalazł sobie jakąś uczciwą robotę, ale Franek tylko się złościł, że nikt nie docenia, ile robi dla domu. „Nie widzisz, jak ja się poświęcam?! Przecież to ja utrzymuję ten dom! Wiesz ile mnie to kosztuje?!” – krzyczał wielkim głosem. A tak naprawdę to raz w tygodniu godzinę stał pod kościołem, kłaniał się parafianom i podtykał im kapelusz na datki.

I jakoś by to nawet pewnie szło, gdyby na tym poprzestał. Niestety, Franek, poza tym, że był leniwy, miał też bardzo silne przeświadczenie o swojej wyjątkowości. Uważał się za wzór wszelkich cnót i bardzo był wyczulony na wady bliźnich. Z czasem zaczął też coraz częściej im je wytkać…]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 15 Apr 2009 12:47:05 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-zebraku-ktory-zawsze-mowil-prawde,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-zebraku-ktory-zawsze-mowil-prawde-duze.jpg" type="image/jpeg" length="57511" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/basnie-glinski,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[Baśnie]]></title>
      <description><![CDATA[Baśnie dla dzieci]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Mon, 09 Mar 2009 01:00:00 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/basnie-glinski,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/basnie-glinski-duze.jpg" type="image/jpeg" length="158780" />
    </item>
    <item>
      <guid isPermaLink="true"><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-krolewnie-zakletej-w-zabe,produkt.html]]></guid>
      <title><![CDATA[O królewnie zaklętej w żabę]]></title>
      <description><![CDATA[W pewnym królestwie sędziwy król postanawia oddać koronę jednemu ze swoich trzech synów. Nie może się jednak zdecydować któremu, więc prosi o radę senatorów. Ci wpadają na pomysł, aby królewiczów ożenić i przekazać koronę temu, którego żona będzie najlepsza. Oczywiście, każdy z senatorów, mówiąc o najlepszej żonie, ma na myśli swoją córkę. Wybucha kłótnia. Król zwraca się więc do nadwornego astrologa. Ten każe królewiczom strzelać z łuku i poszukać żony tam, gdzie upadną ich strzały. Strzała najmłodszego królewicza upada na bagnach obok zielonej żabki. Ku zdziwieniu królewicza, żabka przemawia ludzkim głosem i wyjawia, że jest zaklętą królewną. Królewicz zabiera ją do pałacu. Teraz kandydatki na żony muszą przejść trzy próby: utkać dywanik, ugotować pierogi i zaprezentować się królowi w sukniach balowych. Młody królewicz jest przekonany, że jego wybranka nie poradzi sobie z próbami. Jednak z pomocą żabce przychodzi wróżka.]]></description>
      <pubDate><![CDATA[Wed, 25 Feb 2009 00:30:01 GMT]]></pubDate>
      <link><![CDATA[http://www.audioteka.pl/o-krolewnie-zakletej-w-zabe,produkt.html]]></link>
      <enclosure url="http://www.audioteka.pl/images/products/antoni-jozef-glinski/o-krolewnie-zakletej-w-zabe-duze.jpg" type="image/jpeg" length="81909" />
    </item>
  </channel>
</rss>
